
„Jilialis: Teraz ja jestem Szeptem Nocy. Głosem w mroku, który prowadzi takich jak ja do bezpiecznej przystani. Aby nikt więcej już im nie zagrażał.”
Opowiem wam historię…
Wśród setek różnych konfliktów i kłótni między magami a technomagami, czołowe miejsce zajmuje spór dotyczący liczb. Technomagowie bowiem miłują się w zapisywaniu wszystkiego za pomocą równań, jednostek i obliczeń, czego znowu magowie nijak nie potrafią zrozumieć. Istnieje jednak jedna jedyna jednostka, zaproponowana przez technomagów, którą czarodzieje przyjęli i chętnie wykorzystują. Nazwali ją Medią i służy do mierzenia ilości magii w śmiertelniku.
Z przeprowadzonych później badań zatem wynika że:
500 medii to minimum, aby stać się sensownym magiem.
1000 medii to średnia wśród czarodziejów. Aczkolwiek stanowcza ich większość posiada znacznie mniej.
2000 medii czyni potężnym magiem. Posiadając tyle, można korzystać z naprawdę zaawansowanych zaklęć.
3000 medii to niezwykle dużo. Zazwyczaj w danym kraju jest około dwóch czy trzech czarodziei o takim poziomie magii. Najczęściej tacy magowie znają się również i aktywnie współpracują.
4000 medii to ewenement. Śmiertelnik z taką mocą rodzi się mniej więcej raz na sto lat. Zaś wszystko powyżej tego progu jest nienaturalne, i najczęściej zostało osiągnięte sztucznie.
Owe standardy zostały jednak opracowane dzięki badaniom wykonanym na ludziach, którzy stanowią prawie osiemdziesiąt pięć procent populacji Voimsisu. Ale co by było, gdyby jeden z tych czterotysięcznych ewenementów, urodził się w rasie elfów, słynących przecież z o wiele większej potęgi niż reszta śmiertelników?
Jilalis Jeviniriel urodziła się w roku trzysta trzynastym od zesłania Pana, w lesie Lenarioleńskim, w jednej z biedniejszych elfickich rodzin. MImo niewielkiego stanu majątkowego rodziców, można powiedzieć spokojnie, że miała szczęśliwe dzieciństwo, charakterystyczne dla owego leśnego ludu. Czas spędzała z innymi dziećmi na rozmaitych grach i zabawach, choć na jej wychowanie również położono pewien nacisk.
Jeżeli chciałoby się wymienić jedną wiodącą cechę młodej Jilalis, byłaby to ewidentnie ciekawość. Elfkę interesowało wszystko i wszyscy. Chciała poznać najbardziej skrywane sekrety, dotrzeć do najlepiej strzeżonych miejsc, co zresztą kilkukrotnie sprawiło, że została srogo pokarana za wtrącanie swojego wścibskiego nosa w nie swoje sprawy. Nauki rodziców jednak okazały się w tej kwestii zupełnie nieskuteczne. Jilialis badała świat na swój intrygujący sposób.
Podczas jednej z takich wypraw właśnie, kiedy miała już prawie trzynaście lat, jeden ze strażników, który ją przyłapał postanowił wymierzyć karę młodej intruzce. Zanim jednak padł cios, elf odleciał rażony błyskawicą. Zupełnie zaskoczony, prawie spadł z dachu. Na szczęście wiedział co powinien zrobić. Natychmiast zaprowadził Jilialis do Lenarioleńskiej Akademii Magii.
Wówczas, czarodzieje zainteresowani nowym talentem, zmierzyli młodej elfce moc. I kiedy zdali sobie sprawę, iż posiada ona niewyobrażalny poziom pięciu tysięcy medii, natychmiast przeszli do działania. Zorganizowali dziewczynie osobne szkolenie, aby mogła się uczyć od największych mistrzów. Dali jej dostęp do wszelkiej wiedzy jaka ją tylko zainteresowała. Wiedzieli i pewnie też bali się nieco, jak potężną czarodziejką zostanie…
Jilialis ze swojego punktu widzenia znalazła się w istnym raju. Mogła uczyć się czego tylko zechciała, w jaki tylko sobie sposób wymarzyła. Chłonęła więc wiedzę niczym gąbka, spędzając kolejne godziny nad książkami. Specjalne traktowanie wywróciło jej jednak w głowie. Zdała sobie sprawę, iż będąc najpotężniejszą czarodziejką w historii Lenariolenu, nikt nie będzie w stanie się jej sprzeciwić. I w ten sposób docierała do coraz bardziej strzeżonych czy ukrywanych sekretów Akademii Magii. Do mrocznych sztuk, przed którymi ją przestrzegano. Ona jednak chciała wiedzieć wszystko, a zakazane tajniki budziły w niej jeszcze większy zachwyt.
W roku trzysta trzydziestym trzecim Jilalis zakończyła swoją naukę w Lenaroleńskiej Akademii z wybitnym wynikiem. Za żywioł wybrała elektryczność, zaś za specjalizację – magię bitewną, co zresztą najbardziej pasowało do jej poziomu mocy. Zarówno rodzice jak i szkoła byli z niej bardzo dumni.
Wówczas ruszyła zwiedzać świat. Badała intrygujące miejsca, tajemnicze przestrzenie. Walczyła z najróżniejszymi istotami i spotykała elfy o nazwiskach czy zwyczajach, o których nie słyszała nawet w Akademii. Ale to wciąż było dla niej mało. I tak, w roku trzysta trzydziestym piątym, dotarła do ruin zwanych Szeptem Nocy.
Stacjonujący przed nimi oddział, poinformował Jililis, że miejsce to zostało zamknięte, ze względu na ogromne niebezpieczeństwo. I nikomu nie wolno do środka wchodzić. Elfka zrozumiała to po swojemu. Nikomu czyli innym, ale nie jej. I tak wkroczyła w ogromny kompleks ruin pradawnych…
Miejsce to skrywało niezwykłe moce, niezbadane nigdy w przeszłości. I kiedy Jilialis odkrywała kolejne mroczne komnaty, nie zdała sobie sprawy z niebezpieczeństwa na które się wystawiła. I tak ciemność wdarła się w jej żyły, dotknęła jej duszy. I zgodnie z odwiecznym prawem jakim ustalili bogowie, spadła na nią klątwa, przemieniając ją w Teadariankę. Ze ścieżki tej nie było powrotu.
Jilalis wyszła z Szeptu Nocy po kilkunastu godzinach, lecz w oczach strażników, których napotkała ujrzała tylko strach i nienawiść. Od tego momentu widzieli w niej bowiem jedynie wroga, istotę ciemności które przysięgli likwidować. Nie minęło więc wiele czasu, a rozpoczęła się walka.
Teaderianka korzystając ze swojej niezwykłej potęgi pokonała oddział, lecz idąc dalej przez Lenariolen, zdała sobie sprawę jak wielki błąd popełniła. Przez swoją lekkomyślność skazała siebie na wygnanie lub śmierć. Wieczną banicję z elfickiego królestwa. Każdy elf bowiem doskonale wyczuwał zbliżającą się ciemność. Polował więc na nią cały kraj…
Jilalis przerażona, zwróciła się o pomoc do swoich rodziców, lecz ci widząc czym się stała, odrzucili swą córkę. Szukała zrozumienia w Akademii Magii, lecz nawet ona nie mogła się oprzeć zjednoczonej mocy elfickich czarodziejów. Była przeklęta. Przeklęta na wieki. Nie widząc innego wyjścia, wróciła więc do jedynego miejsca, w którym mogła czuć się bezpiecznie. Do ruin Szeptu Nocy. Tam bowiem nikt z jej byłych pobratymców nie odważył się wejść.
Rozpaczała w ciemności. Krzyczała na bogów, którzy ją przeklęli. Wzywała ich aby odczynili swoje zaklęcia. Wszystko jednak bez skutku. Tak jak wielu przed nią, miała pozostać istotą mroku na wieczność.
Z czasem, poczęła rosnąć w niej nienawiść. Niespożyta furia z powodu niesprawiedliwości jaka ją spotkała. Obwiniała wszystkich. Obwiniała nauczycieli w Akademii za to ze dali jej tyle swobody, oraz nie ostrzegli jej przed tym miejsce. Obwiniała rodziców, którzy zdecydowali się ją odrzucić. Obwiniała straż, za to że nie zagrodziła jej drogi, tylko wolała się przed nią tchórzliwie rozstąpić. Po roku w ciemnościach, pałała już nienawiścią do wszystkich Lenarioleńczyków. Podjęła również decyzję. Nie mogła odczynić klątwy, mogła jednak sprawić aby inni podzielili jej los.
I tak, noc po nocy wykradała się z ruin, mordowała kolejnych strażników, a następnie zwabiała nieświadome elfy do swojego nowego domu, gdzie po pewnym czasie, również przechodziły transformacje. Większość z nich, widząc co się dzieje, popełniała samobójstwo, ale część zwracała się przeciwko swojej stworzyciele. Nikt z nich jednak nie miał potęgi dorównującej Jilialis, co tylko pogłębiało jej rosnącą satysfakcję.
Lata mijały, aż w końcu nadszedł pamiętny rok trzysta czterdziesty piąty od zesłania Pana, i rozpoczęła się wojna zwyczajowo nazywana Elfim Wyzwaniem. Cesarstwo Anarchijskie, potrzebujące coraz więcej drewna, zaczęło wycinać Lenarioleński Las, budząc tym samym gniew jego mieszkańców. W ciągu kilku czterdziestodni elficka puszcza spłynęła krwią obu stron. Była to masakra jakiej ów piękny kraj jeszcze nigdy nie widział.
Jilialis tymczasem zdecydowała się bezpiecznie przeczekać konflikt w swoich ruinach. Liczyła również szczerze na zwycięstwo Cesarstwa i upadek znienawidzonego przecież przez nią Lenariolenu. Spełnienie jej marzeń, wydawało się coraz bliższe.
Aż pewnego dnia, ze snu wyrwało ją przedziwne przeczucie. Wyszła natychmiast z ruin aby potwierdzić swoje obawy. Wyczuła bowiem ogromną potęgę, przemierzającą elficki las i chciała poznać jej źródło. Wędrowała więc kilka dni, aż ostatecznie dotarła celu. Ujrzała wówczas pewnego człowieka, noszącego emblematy cesarstwa. Z niedowierzaniem odkryła, że posiada on ponad dwa razy więcej magii od niej, co według jej wiedzy było całkowicie niemożliwe. Lecz zanim zdążyła jakkolwiek przemyśleć sprawę, mężczyzna jakby wyczuł intruza i natychmiast zwrócił się w jej kierunku.
„Kim jesteś, dziecię ciemności?” zapytał wówczas spokojnie. I chociaż w tonie jego głosu nie było nienawiści czy gniewu, a jedynie szczera ciekawość, Jilalis uciekła bez odpowiedzi. Pierwszy raz bowiem poczuła to, co czuli wszyscy inni na jej widok. Strach przed potęgą, której nie zdoła pokonać.
Nie potrafiąc zrozumieć kim był ów tajemniczy obcy, spędziła kolejny czterdziestodzień w swoich ruinach. Pewnej nocy jednak przeczucie powróciło. I tym razem wskazywało bliższe miejsce niż poprzednio. O wiele bliższe… Jilialis zdecydowała się zaryzykować. Opuściła więc podziemia i ruszyła w kierunku owej mocy. Godzinę później, na brzegu rzeki, znalazła tego samego mężczyznę, ciężko rannego. Był nieprzytomny i patrząc na jego stan, miał małe szanse na przetrwanie nocy. Elfka stanęła zatem przed trudnym wyborem. Pomóc obcemu i narazić się na jego gniew, jeśli okaże się wrogi, czy zostawić go na śmierć, pozbywając się tym samym konkurenta… Ostatecznie, zdecydowała się na to pierwsze.
Zaniosła go do swoich ruin. Był człowiekiem, mrok więc mu nie zagrażał. Podała mu kilka leczniczych eliksirów oraz zabandażowała rany. I choć mężczyzna wciąż leżał nieprzytomny, jego stan wyraźnie się stabilizował.
Jilalis jednak skończyły się zapasy. Musiała więc ponownie opuścić ruiny w poszukiwaniu nowych specyfików i roślin. I podczas zbierania ich w pobliskich zagajnikach, zaatakowała ją nieznana napastniczka. Wyglądała na człowieka, chociaż łuk i sztylety oraz gracja z jaką się nimi posługiwała, przywodziła na myśl raczej elfie oddziały. W dodatku jakimś cudem podeszła do niej niepostrzeżenie, co wymagało ogromnych umiejętnosci. Czarodziejka nie wiedziała co robić.
„Gdzie on jest?! Co zrobiłaś mojemu mężowi?!” wykrzyknęła kobieta niemal przygwożdżając teaderiankę do drzewa. Magini nie rozumiejąc o co dokładnie chodzi, rozpoczęła walkę. Była potężniejsza od przeciwniczki. O wiele potężniejsza. A jednak po chwili leżała na ziemi krwawiąc z obu boków.
„Zapytam po raz ostatni.” rzekła kobieta przykładając sztylet do szyi teaderianki „Gdzie jest Enerias Kazner?!”
Usłyszawszy to imię Jilalis pojęła wszystko. Znała wielką przepowiednię. Znała poemat o człowieku-potędze. Natychmiast też zrozumiała komu pomogła. Zaprowadziła więc kobietę do swoich ruin. Kiedy zaś ta spostrzegła opatrzonego mężczyznę, od razu zmieniła wrogie nastawienie.
Enerias Kazner, władca Cesarstwa Anarchijskiego, jak się później okazało, obudził się zresztą kilka godzin potem. Podziękował też szczerze swojej wybawicielce. Po kilku godzinach rozmowy natomiast, pokazał, iż w przeciwieństwie do Lenarioleńczyków, nie żywi nienawiści do istot mroku. Wręcz przeciwnie, uważa że i dla nich znajdzie się miejsce w świecie. Muszą je jedynie odnaleźć.
Jakiś czas później Kaznerowie opuścili ruiny Szepty Nocy, życząc powodzenia Jilialis na drodze życia. Teaderianka była jednak zdezorientowana. Widząc niesamowicie przyjazne nastawienie wrogów jej dawnego narodu, zwątpiła w swoją zemstę. Przestała zwabiać kolejne ofiary do ruin. Zamknęła się w podziemiach i medytowała całymi dniami, usiłując znaleźć nową ścieżkę.
Aż pewnej nocy, kilka dni po zakończeniu wojny Elfiego Wyzwania, kiedy Cesarstwo podbiło cały Lenariolen, miała sen. Śnił jej się kilkuletni elf, biegnący przez las w panice. Jego ciało przechodziło przemianę, mówiąc wyraźnie, że i na niego spadła klątwa. Jilalis wybudziła się przerażona, a następnie wypadła z ruin i pomknęła w kierunku dziecka. Kiedy je jednak odnalazła, było już martwe. Elfy prędko wyczuły i zgładziły nowego Teaderiana. Lecz czarodziejka wiedziała już co robić.
Wróciła do podziemi, a następnie skupiła całą swoją moc, aby połączyć się z mroczną siłą spowijającą ruiny. Kiedy zaś kontrolowała już ciemności, oznajmiła spokojnie: „Teraz ja jestem Szeptem Nocy. Głosem w mroku, który prowadzi takich jak ja do bezpiecznej przystani. Aby nikt więcej już im nie zagrażał.”
I stało się zgodnie z jej słowami. Kilka dni później zwabiła do siebie niewielką rodzinę Teaderian, którzy nawet nie wiedzieli jak dokładnie spadła na nich klątwa. Potem było ich już tylko więcej i więcej. Aż w końcu podziemia okazały się zbyt małe dla rosnącej społeczności. Jak się jednak okazało, bogowie zdecydowali się ulitować nad przeklętymi.
Pewnej nocy, jeden z Teaderian miał wizję, która wskazała mu drogę. Ku przerażeniu wszystkich, skoczył w przepaść znajdującą się w ruinach w których mieszkali. Lecz zamiast zginąć, odnalazł przejście, wiodące do największego kompleksu jaskiń jaki kiedykolwiek powstał. Teaderianie poszli więc za nim i prędko odnaleźli nowy dom, wśród ciemności podziemi.

Jilalis natomiast została, wciąż wypełniając zadanie jakie sama przyjęła. W ciągu kolejnych lat, ocaliła jeszcze tysiące przeklętych od nieuchronnej śmierci. Wieść o niej zresztą rozprzestrzeniła się na cały Lenariolen. Nikt na szczęście nie kwapił się aby stawić jej czoła…
Wiele lat później, zmęczona swą pracą, podążyła za innymi teaderianami, w ciemność podziemi. Zbudowała dom na odludziu, gdzie zdecydowała dożyć reszty swoich dni, zajmując się tym co najbardziej kochała, poznawaniem nowych tajemnic, jakie w tym przypadku skrywały rośliny i zwierzęta zamieszkujące jaskinie w których przyszło im żyć. Spędziła tak wiele szczęśliwych lat.
W roku dziewięćset czternastym jednak, kiedy podziemne państwo Teaderian rozwijało się coraz prężniej, znaleziono ją martwą, w jej własnym domu. Nikt nie wie co się dokładnie stało, ani kto postanowił się jej pozbyć. Teaderianie w jednym natomiast wydawały się zgodni. Jilalis pochowano w królewskim grobowcu, jako bohaterkę całej rasy.
Tak oto kończy się historia Jilialis Szeptu Nocy, elfki która mimo upadku oraz ogromnej nienawiści jaka trawiła jej serce, ocaliła tysiące istnień i przyczyniła się do powstania wolnego państwa Teaderian…
Informacje o postaci:
Imię i przydomek: Jilialis Jeviniriel zwana Szeptem Nocy
Naród: Lenariolen, później Teaderia
Miejsce zamieszkania: Lenariolen, Teaderia
Zawód: Mag, przewodnik, badacz
Typ maga: Mag Bitewny
Wybrana broń: Kostur
Cytat przewodni: „Jestem szeptem nocy. Głosem w ciemności, który prowadzi takich jak ja ku bezpiecznej przystani.„
Epitety opisujące: Inteligentna, mściwa, wytrwała
Wersja wpisu: 1.0

Fajne, ale chce wiecej! 🙂 pisz Jedrzej pisz!
PolubieniePolubienie