
„Threiva: A ty coś taki niemrawy? Walcz, jak przystało na wojownika. Uwolnij swą furię!
Daris: Twoja wściekłość nie robi na mnie wrażenia orczyco. Przetrwam ową burzę cierpliwie, a gdy się skończy, ja okażę się zwycięzcą.”
Z listu Irianny Vanes do jej męża Ariona Vanes:
„Arion, najdroższy! Modlę się do bezimiennego, aby list ten do ciebie dotarł, trudno bowiem podczas wojny mieć gwarancje na cokolwiek.
Jeśli śledzisz bieżące informacje, wiesz, że nasza wioska została splądrowana. Z dziećmi jednak jesteśmy cali i zdrowi i mówiąc szczerze, dziękuje bogom, iż nie byłeś obecny podczas najazdu, skończyłoby się to dla ciebie bowiem tragicznie. Orkowie zupełnie zdewastowali garnizon i wymordowali wszystkich twoich towarzyszy broni. Prawdopodobnie podzieliłbyś ich los.
Pewnie chcesz wiedzieć, jak przeżyłam. Schowałam się z dziećmi w stodole, w nadziei, że tam nie zajrzą, niestety, jakiś czas po rozpoczęciu walk, drzwi otworzyły się i do środka wpadła uzbrojona po zęby orczyca. Miała krwistoczerwone oczy, w dłoniach zaś dzierżyła dwa ciężkie bitewne topory. Straciłam wówczas całą nadzieję…
Kiedy jednak zobaczyła nas, na jej twarzy nie ujrzałam gniewu czy nienawiści, lecz coś co bardzo mnie zaskoczyło. Rozczarowanie. Prawdopodobnie szukała wyzwania, a trafiła na kobietę z trójką małych dzieci. Wtedy jednak wpadł za nią jeden z naszych mężczyzn, uzbrojony w siekierę, którą pewnie znalazł gdzieś na polu walki. Zapewne wierzył, iż zdoła zaskoczyć samotną wojowniczkę. Nic bardziej mylnego…
Bogowie Arion! Ona go dosłownie zmiażdżyła w walce! Musiałam odwrócić wzrok, aby nie zwymiotować. Dzieci na szczęście też nic nie widziały. Kiedy jednak ponownie spojrzałam na wejście, orczyca zniknęła. Nie odnalazłszy u nas nic, co mogłoby ją zainteresować, po prostu odeszła.
Uciekliśmy wraz z innymi ocalałymi i mam nadzieje, że zdołasz nas odnaleźć w Onaxie. Uważaj tymczasem aby nie natrafić na tę orczycę. Chyba byłaby tobą o wiele bardziej zainteresowana niż mną.
Kaistlania. Rok 623 od zesłania Pana.”
Opowiem wam historię…
Threiva przyszła na świat w roku pięćset dziewięćdziesiątym szóstym od zesłania Pana, w górach Śnieżnych, w klanie Mroźnego Wichru. Jej rodzicami byli wierni tradycjom, średnio zamożni orkowie, których rodzina zamieszkiwała ów tereny od kilku setek lat. Młoda orczyca została więc wychowana w duchu orkowych zwyczajów i praw, przewidujących dość brutalne, aczkolwiek intensywne dzieciństwo. Gdy więc jej opiekunowie zginęli, zabici podczas ataku górskich olbrzymów, Threiva zdołała dzięki drobnej pomocy swego starszego brata zapewnić sobie dobre warunki do życia. Jej ambicje jednak sięgały o wiele wyżej.
Orkowie z Voimsisu mają dość specyficzne tradycje, budzące zdziwienie czy wręcz wstręt u innych nacji. Prócz poligamii i wrogiego podejścia do obcych, szczególne kontrowersje budził sposób wyboru nowego wodza klanu. Zostawał nim bowiem najlepszy wojownik (lub wojowniczka). Sukcesja polegała więc na zwyczajnym pojedynku na śmierć i życie między nowym kandydatem a obecnie rządzącym. I w tym właśnie swą szansę widziała Threiva.
Kobieta przeznaczyła większość swojego czasu na trening. Kiedy tylko nie musiała pracować dla klanu, pielęgnowała umiejętności w posługiwaniu się dwoma toporami. Kilka lat później była już w stanie pokonać wszystkich innych pretendentów… prócz jednego. Tharis Pieśniarz, starszy brat Threivy okazał się lepszy. Rzucił wyzwanie ówczesnemu wodzowi i zwyciężył w walce. Klan Mroźnego Wichru miał nowego przywódcę.
Wojowniczka, bardzo do brata przywiązana przebolała jakoś fakt porażki i przez następne lata pomagała mu w rządzeniu orkową społecznością. Pilnowała ponadto, aby każdy kolejny pretendent do władzy, musiał najpierw stawić czoła jej gniewowi. Niewielu próbowało.
I wówczas nastał rok 622 od zesłania Pana, kiedy to krasnoludy z Rodu Skały, od jakiegoś czasu coraz zuchwalej zagarniający orkowe tereny, zdecydowały się ostatecznie przepędzić konkurentów z centrum Gór Śnieżnych. Konflikt choć krwawy, prędko się zakończył, lud podziemi bowiem posiadał coś, czego klanom brakowało — organizacje. I tak rdzenne plemiona zostały wygnane z ojczystych ziem i zmuszone do zamieszkania na bardzo nieurodzajnych terenach. Ich gniew i nienawiść rosły.
Brat Threivy, będący wodzem jednego z nielicznych klanów, który zdołał uniknąć przymusowej migracji, dostrzegł i zrozumiał problem. Zwołał innych przywódców, a następnie, dzięki zapalczywemu wsparciu siostry, zdołał pogodzić ze sobą skłócone od wieków plemiona przeciw wspólnemu wrogowi. Po raz pierwszy w historii orkowie zadziałali razem. Będąc doskonałymi wojownikami oraz znając ojczysty teren, natychmiast nadrobili straty organizacyjne i stanęli naprzeciw krasnoludów jako równy im przeciwnik. Tak właśnie wybuchła orkowa rebelia.
Naród podziemi, zupełnie zaskoczony owym obrotem spraw, szybko utracił kluczowe garnizony i został zepchnięty do defensywy. Kiedy zaś zrozumiał, iż sam nie podoła furii nowego wroga, poprosił o pomoc swych głównych partnerów handlowych — mieszkających na nizinach kaistlanów.
Kaistlancki król długo rozważał sprawę. Zwycięstwo rebeliantów wydawało się niezwykle niekorzystne dla jego królestwa. Z drugiej strony, dołączenie do wojny mogło za sobą pociągnąć wiele konsekwencji politycznych. Zupełnym przypadkiem w Kaistlanii przebywał wówczas władca Cesarstwa Anarchijskiego, Enerias Kazner, założyciel sojuszu między kaistlanami i anarchijczykami. Cesarz otwarcie skrytykował przed królem idee pomocy krasnoludom, zapewnił jednak, iż mimo ów opinii, w przypadku wojny wspomoże sojuszników. Król zdecydował się więc na interwencje. Jego naród dołączył do konfliktu.
Threiva tymczasem, za nakazem jej brata, który został obwołany władcą klanów, prowadziła dalej oddziały rebeliantów, wkraczając już na teren, nienależący do nich od stuleci. I choć opór wroga się wzmagał, furia orkowej armii nadal likwidowała wszelkie przeciwności.
W końcu jednak informacja o nowym przeciwniku dotarła do Tharisa Pieśniarza, przywódcy rebelii. Uznał on, iż w takim wypadku, potrzebują oni dodatkowych sojuszników. Threiva, po wcześniejszych ustaleniach planów z bratem, ruszyła w najzimniejsze części gór, aby negocjować rozejm w wojnie toczonej od wielu setek lat.

Jakiś czas później oddziały orków dotarły ostatecznie do Gor-Natar, bram krasnoludzkiego królestwa. Niestety prócz mocno już przetrzebionej armii krasnoludów, broniły ich rzesze kaistlanckich żołnierzy. Rozgorzała krwawa bitwa. Kiedy jednak już się zdawało, iż siły rebeliantów zostaną pokonane przez zjednoczone boskie rasy, z północy powróciła Threiva na czele armii górskich olbrzymów. Potyczka natychmiast przybrała inny obrót, przemieniając się w krwawą jatkę. Krasnoludy pragmatycznie zamknęły bowiem wrota królestwa, uniemożliwiając swoim sensowną ucieczkę.
Pochłonięta bitewnym szałem Threiva dostrzegła jednak wśród całego zamieszania, wciąż broniący się bastion kaistlanów. Daris Nartel, trzeci królewski syn, zgodnie ze zwyczajem dowodził ludzkimi oddziałami w tej wojnie i nie zamierzał tak łatwo oddać przeciwnikom pola. Orczyca dostrzegła okazję do okrycia się chwałą. Poprowadziła swój oddział przeciw ludziom, rozbiła w mak ich obronę i zerwała powiewający na szczycie góry szary sztandar. Kaistlanccy rycerze, pojąwszy zagrożenie, przekonali królewskiego syna do odwrotu, Threiva jednak nie zamierzała tak łatwo dać za wygraną. Z zimnym uporem goniła uciekających przez lodowe szlaki, mordując kolejno tych, którzy zostali w tyle. Aż ostatecznie został jedynie Daris wraz z dwoma najwierniejszym towarzyszami.
Książę, wiedząc, iż nie zdoła tego uniknąć, postanowił walczyć. Orczyca, znając tradycje swego ludu, doceniła odwagę mężczyzny i wyzwała go na klasyczny pojedynek na śmierć i życie. Walka rozpoczęła się prawie natychmiast. Niestety po raz pierwszy od rozpoczęcia rebelii Threiva ku własnemu niedowierzaniu trafiła na przeciwnika lepszego od siebie. Daris Nartel od początku swego życia przygotowywany był do roli, jaką wyznaczył dla niego los. Natomiast cierpliwy i niezwykle defensywny sposób walki kaistlanckiego rycerza znakomicie opierał się gniewnemu stylowi orczycy. Mężczyzna wygrał i mocno zranił wojowniczkę. Postępując jednak zgodnie z kodeksem, darował jej życie.
Threiva, odnaleziona kilka godzin potem przez orkowe oddziały, opowiedziała o wszystkim bratu. Mimo jednak jej osobistej porażki orkowie zwyciężyli. Góry Śnieżne należały do nich. Nadszedł więc czas, aby wkroczyć na teren wroga lub podpisać rozejm. Tharis Pieśniarz zdecydował się na to drugie. Wysłał zarówno do krasnoludów, jak i kaistlanów, warunki pokoju. Całe góry miały od tej chwili znaleźć się nieodwołalnie w rękach klanów. Jaskinie pod nimi oczywiście wciąż mógł zamieszkiwać lud podziemi, tak jak wiele setek lat wcześniej, gdy widmo konfliktu w ogóle nie istniało. Dodatkowo zgodnie z orkową tradycją jeden z władców przegranej strony miał oddać swą córkę za żonę przywódcy strony zwycięskiej.
Krasnoludy z rodu skały, usłyszawszy takie warunki, wyśmiały propozycje. Kaistlanki Król, choć podszedł do niej poważnie, jak i zasadniczo posiadał trzy niezamężne córki, również ostatecznie ją odrzucił.
Orkowie stanęli przed trudnym wyborem. Mogli albo zagłębić się w podziemia, aby pokonać pierwszego wroga, albo zejść na niziny, aby stawić czoła drugiemu. Uznając, że mrok prastarych krasnoludzkich jaskiń jest dla nich zbyt wielkim zagrożeniem, ruszyli ku Kaistlanii.
I tak armia klanów rozlała się po całym północnym Kahvelu, paląc i grabiąc ludzkie wioski. Opór mieszkańców ku zaskoczeniu najeźdźców okazał się niewielki, a drobne przydrożne garnizony wojskowe nie zaspokajały orkowej żądzy walki. Tharis Pieśniarz jednak, wciąż wspierany przez swą siostrę, wiedział, że aby pokonać kaistlanów, muszą dotrzeć do ich stolicy, znajdującej się daleko na południu. W ten sposób po prawie czterdziestodniu armia rebeliantów dotarła do rzeki Astor.
Orkowie, mieszkając wśród wysokich szczytów Gór Śnieżnych, niespecjalnie interesowali się polityką Voimsisu, nie znali też sposobu działania sojuszu, z którym przyszło im walczyć. Do czasu, gdy znaleźli się w końcu nad Astor, oddziały anarchijskie zdążyły przybyć na pomoc kaistlanom. Zjednoczeni ludzie, na czele z Eneriasem Kaznerem oraz królewskim synem Darisem Nartelem, zdecydowali się powstrzymać inwazję na rzece. Zburzyli wszystkie mosty i ufortyfikowali dostępne brody. Rebeliantów czekała ciężka przeprawa.

Już po pierwszych godzinach bitwy jednak orkowie poznali coś jeszcze gorszego — Potęgę Magii. Dotychczas walczyli z kaistlanami i krasnoludami, narodami zdecydowanie wolącymi technomagie. Anarchijczycy natomiast powszechnie korzystali z czarodziei bitewnych. Klany, nie potrafiąc zrozumieć, co widzą, nazwały ich demonami, dzierżącymi zakazane moce. Threiva widząc strach pośród swoich braci, poprzysięgła wymordować wszystkie „demony”, do momentu aż rebelianci osiągną zwycięstwo. Bitwa trwała nadal…
Nagle jednak po wielu godzinach batalii, do Tharisa Pieśniarza dotarła informacja, iż wrogie oddziały dewastują ich linie zaopatrzeniowe. Kiedy zaś dowiedział się, że owym ludziom dowodzi Daris Nartel, zdecydował się pomścić hańbę siostry. Wziął niewielki oddział i wraz z Threivą uderzył na królewskiego syna, kompletnie wyżynając jego towarzyszy. Gdy zaś pozostał sam ich przywódca, wyzwał go na pojedynek na śmierć i życie.
Tharis, wciąż uznając się za lepszego wojownika od swej siostry, wierzył w zwycięstwo. Niestety rozbił się o te same cechy co poprzednio orczyca, cierpliwość i defensywny styl kaistlanckiego rycerza. Tym razem jednak Daris, zwyciężając wodza, nie miał litości. W ten sposób Tharis Pieśniarz zginął, próbując bronić honoru swej siostry.
Threiva, natychmiast przejmując obowiązki władcy klanów, stanęła przed ogromnym problemem. Wciąż winna była królewskiemu synowi życie, nie mogła więc skazać go na śmierć. Z drugiej strony furia po śmierci brata przepełniała jej serce niczym jad, odciągając od logicznego myślenia.
Nim jednak podjęła decyzje, znienacka nadeszło tornado. Arion Kazner, brat cesarza, przywódca magów bitewnych przybył na skrzydłach powietrza, by ocalić królewskiego syna. Zdążył wydostać Darisa z okrążenia, lecz ku jego zaskoczeniu, został uziemiony przez gniewną wojowniczkę.
Threiva, choć wciąż pogrążona w furii, nie zapomniała swej przysięgi wymordowania wszystkich demonów, a dzierżący potęgę powietrza Arion Kazner nie był przecież wyjątkiem. Starli się w walce. Anarchijczyk, dowodzący magami bitewnymi od stuleci miał ogromne doświadczenie, lecz na wychowanej w klanie Mroźnego Wichru orczycy jego moc nie robiła wrażenia. Wojowniczka zwyciężyła, zabijając brata cesarza.
Wówczas niestety, objawił się cały ludzki plan. Skupieni na liniach zaopatrzeniowych orkowie, zostawili większość górskich olbrzymów wciąż na brodach rzeki Astor. Tam zaś ich pozbawionych wsparcia sojuszników wyrżnęła połączoną potęga magii Eneriasa Kaznera i technomagii kaistlanów. Bez wsparcia olbrzymów rebelianci zostali skazani na porażkę. Threiva po burzliwej kłótni z innymi klanami zdecydowała się negocjować rozejm.
W dyplomatycznej dyskusji między Darisem Nartelem, Eneriasem Kaznerem a orkową władczyniom, pierwotne warunki uległy zmianie. Rebelianci mieli dostać dwie trzecie spornego terenu Gór Śnieżnych. Dodatkowo musieli jak najprędzej opuścić niziny i nigdy nie wracać. Threiva zgodziła się przystać na owe uzgodnienia, lecz tylko pod warunkiem, że ludzie uszanują orkowe tradycje, czyli władca jednej ze stron odda swe dziecko, tym razem syna, jako przyszłego męża dla władczyni klanów. Wówczas Wielki Cesarz, który nie posiadał żadnego syna, więc nie był w stanie w ogóle sprostać wymaganiom, dowiedział się, iż to właśnie Threiva zabiła jego brata.
Nim jednak opanowanie Eneriasa Kaznera zostało doprowadzone do szczytu możliwości, Daris Nartel zdecydował się przystać na warunki. Widział on wojnę z orkami na północy Kaistlani oraz wiedział, ile cierpienia przyniesie jej kontynuowanie. Dodatkowo był przecież królewskim synem. Dobrowolnie i z własnej woli oddał się w ręce Threivy, aby tylko powstrzymać krwawy konflikt.
Rozejm został podpisany. Orkowie prędko wrócili na ojczyste tereny, odzyskując większość spornego terenu. Krasnoludy ponownie wyszły spod ziemi i obstawiły dawne placówki na swojej części Gór Śnieżnych. Anarchijczycy powrócili na Nastilę, a kaistlanie z czasem odbudowali północną część swojego państwa. Threiva zaś jakimś cudem przebolała fakt, iż jeden z jej przyszłych mężów jest od niej lepszy w walce.
Wiele lat później wojowniczka dobrowolnie zrezygnowała z władzy nad klanem Mroźnego Wichru, na rzecz swej córki. Ze względu na szacunek, którym ją otaczano bowiem, nikt nigdy nie rzucił jej wyzwania o wodzostwo. Orczyca dożyła końca swych dni, obserwując, jak jej potomkowie pielęgnują orkowe tradycje.
Tak oto kończy się historia Threivy, zwanej Krwawooką, kobiety, która podniosła orkowy naród z kolan i sprawiła, iż zajął on honorowe miejsce wśród innych krajów Voimsisu.
Informacje o postaci:
Imię i przydomek: Threiva Krwawooka (z klanu Mroźnego Wichru)
Naród: Orczyca
Miejsce zamieszkania: Góry Śnieżne, Kahvel
Zawód: Wojowniczka, Przywódczyni klanu
Typ wojownika: Berserker
Wybrana broń: Dwa topory
Cytat przewodni: „Uwolnij swą furię!„
Epitety opisujące: Emocjonalna, nieugięta, przywódcza
Wersja wpisu: 1.0
