Brunein Silny

brunein_bagna_przeskalowane

Drades: Ja naprawdę nie potrafię zrozumieć. Jak w obecnej sytuacji możesz sobie z tego wszystkiego żartować?
Brunein: Życie jest zbyt ciężkie, aby brać je na poważnie.”

Z raportu Bradeta, jednego z oficerów dowodzących obroną granic Algabioru:

„(…) Z zadowoleniem donoszę natomiast o poprawie jakości przysyłanych rekrutów. Najnowsi żołnierze okazali się znakomicie przygotowani do służby i trudnego życia, jakie ich czeka na granicach. Rzekłbym nawet, iż czuję dumę, obserwując ich poczynania. Oby kolejna zmiana utrzymała poziom.

No może z drobnym wyjątkiem. Niejaki Brunein strasznie uprzykrza mi życie. Wydaje się być zupełnie nieprzyzwyczajony do przyjmowania rozkazów. Jest bardzo uparty i każde zadanie wykonuje z przeświadczeniem, iż sam zaplanowałby wszystko lepiej. Czego zresztą nie powstrzymuje się ogłosić. Został oczywiście kilkukrotnie z tego powodu należycie ukarany, ale w jego przypadku takowe działania niewiele dają.

Nie mogę co prawda zaprzeczyć, reszta żołnierzy zdecydowanie go lubi. Cała grupa zresztą dobrze się ze sobą zżyła, co traktuję jako dobrą oznakę. Zgrana drużyna bywa kluczem w szybkiej reakcji na ataki graniczne.

Sugeruje przeniesienie Bruneina do innego oddziału, jego niesubordynacja szkodzi bowiem naszym działaniom. Jeżeli takowa decyzja nie zostanie podjęta, wyśle go na najdalszy posterunek, do samotnej straży granicznej. Nie będzie tam nikomu przeszkadzał.

Algabior. Rok 20 przed zesłania Pana.”

Opowiem wam historię…

Brunein urodził się w roku czterdziestym przed zesłaniem Pana, w Algabiorze, jednym z nielicznych w owym czasie wolnych państw . Przyszedł na świat jako najmłodszy syn pewnej niezbyt zamożnej, lecz wielodzietnej rodziny, utrzymującej się głównie z wojskowej pensji kilku jej członków. Mimo ubogich warunków, ciągłych kłótni i sporów, młody algabiorczyk został wychowany w bardzo patriotycznym i religijnym środowisku. Uczęszczał na wiele uroczystości poświęconych Bogini Natury, obserwował coroczne narodowe parady i ciągle przysłuchiwał się politycznym dyskusjom.

Nie można jednak powiedzieć, aby jego dzieciństwo było specjalnie proste. Już na samym początku został wciągnięty w bezlitosną rywalizację między swymi braćmi, których miał niestety aż siedmiu. Fakt zaś bycia najmłodszym tylko pogarszał sprawę. Bito go, zarzucano największą przychylność ze strony rodziców, a także, jako iż często nie miał możliwości odmowy, obarczano najgorszymi zadaniami. Zdarzało się więc, że spać kładł się ostatni, a wstawał pierwszy, byle tylko spełnić zachcianki rodzeństwa.

Aż pewnego dnia, gdy Brunein osiągnął akurat wiek dwunastu lat, zmarł ówczesny algabiorski król – Naradin Ganarel, pozostawiając po sobie dwóch dorosłych już synów: Starszego Draneina i młodszego Harnata. Nim jednak koronowano nowego władcę, prawowity dziedzic padł ofiarą morderstwa. Został otruty za pomocą jadu Węża Drahen, istoty powszechnie występującej na bagiennych terenach Algabioru.

Harnat Ganarel, drugi syn zmarłego króla, błyskawicznie wykorzystał okazję i ogłosił się nowym władcą państwa. Niestety, podejrzenia o sprawcy morderstwa natychmiast do niego przylgnęły, zwłaszcza iż nie cieszył się najlepszą opinią wśród dworzan. Przez kilka kolejnych czterdziestodni niezadowolenie społeczne narastało, aż w końcu osiągnęło kulminacyjny punkt, w którym uformował się jawny bunt przeciwko władcy. W ten sposób w Algabiorze wybuchła wojna domowa.

Początkowo wydawało się, że konflikt zupełnie nie wpłynie na życie dwunastoletniego Bruneina. Starał się, za nakazem matki, jak najrzadziej wychodzić z domu oraz ograniczać kontakt z innymi ludźmi. Ojciec rodziny bowiem, jako uczciwie pracujący żołnierz, popierał nowego króla i brał aktywnie udział w walkach. Dopilnował więc, aby miejsce przebywania jego bliskich pozostało ukryte, w razie konfrontacji ze strony buntowników.

Niestety, pewnego dnia, rebelianci otoczyli ukryty na odludziu dom Bruneina. Jak się prędko okazało, dwaj jego bracia, dołączyli do buntu i rozwścieczeni czynami, których dokonywał ich ojciec w imię króla, zdecydowali się zdradzić rodzinę. Wraz z kilkoma towarzyszami, wywlekli wszystkich domowników na zewnątrz, a następnie pod groźbą śmierci, kazali przyłączyć się do rewolucji. Wyjątkiem miała być żona ojca oraz jego najmłodszy ukochany syn. Ich śmierć stałaby się karą za opowiedzenie się przeciwko słusznej sprawie.

Jeden ze starszych braci stanął wówczas w obronie skazanych. Próbował wyperswadować buntownikom brak ich winy, ale działania te źle się dla niego skończyły. Rewolucjoniści zranili go dogłębnie, a następnie wrzucili wraz z pierwotnymi ofiarami z powrotem do wnętrza domu, który następnie bez cienia litości podpalili.

Wydawało się, iż nie ma dla zamkniętych w budynku osób żadnego ratunku. Brunein jednak, jako dwunastoletni chłopiec, wciąż bardzo niski i szczupły, zdołał się przecisnąć przez niewielki tunelik, którego rodzina używała jako zsypu na śmieci. Wydostał się, a następnie zastosował się do ostatnich słów swej matki. Ruszył biegiem w ciemność. Gnał przerażony przez gęsty algabiorski las, aż w końcu, nie widząc za wiele wśród mroków nocy, wpadł do rzeki Narvis i został porwany przez jej nurt. Jak się później okazało, wypadek ten ocalił mu życie, buntownicy bowiem, nie znalazłszy jego ciała, dokładnie przeszukali teren, ale stracili trop przy rzece.

Bruneina, który stracił przytomność z powodu wrażeń i zmęczenia, odnalazł oddział Samozwańców, algabiorskich poszukiwaczy przygód. Grupa ta, niezainteresowana polityką trzymała się z dala od wojny domowej. Gdy zaś chłopiec opowiedział im o tragedii, która mu się przytrafiła, zdecydowali się przyjąć go do swego grona i wychować jak jednego z nich.

Młodzieniec spędził więc kolejne lata jako włóczący się po niemal całym algabiorskim lesie awanturnik, niestroniący od przygód, zabaw czy bijatyk. Nauczono go walki, zdolności przetrwania w dziczy oraz wszystkich innych umiejętności przydatnych wędrownemu najemnikowi. Z czasem, trudy nowego życia, przekuły chłopca w mężczyznę.

W roku dwudziestym drugim przed zesłaniem Pana, kiedy wojna domowa zakończyła się zwycięstwem króla Harnata Ganarela, Brunein zdecydował się porzucić los Samozwańca i pójść w ślady ojca, zostając żołnierzem na królewskiej służbie. Tak też zresztą zrobił. Po zwyczajowym szkoleniu, przez które przebrnął w ciągu zaledwie roku, dołączył do królewskiej armii. Po odsłużeniu kolejnego roku w mniejszym oddziale zaś został przydzielony do jednego z samotnych posterunków, wysuniętych najdalej na wschód, na granicę Algabioru. Następne dwa lata spędził więc na niezbyt interesującym wypatrywaniu zagrożeń. Zdołał się jednak zżyć z innymi żołnierzami i zdobyć opinię odważnej, choć czasem nieco zbyt upartej osoby.

brunein_dom_przeskalowane

Aż pewnego dnia, w czasie warty Bruneina, na teren jego obserwacji, wkroczył zbrojny oddział obcych ludzi. Poruszali się oni dziwnie, wyjątkowo głośno, a język, którym się posługiwali, nie przypominał nic, co dane było algabiorczykowi słyszeć. Mężczyzna natychmiast przystąpił do działania. Zasygnalizował zagrożenie, a następnie jako, iż większość oddziałów została wycofana z ów obszaru, zebrał garstkę towarzyszy i zastawił na obcych pułapkę. Zbrojni, chyba nie spodziewając się spotkania z kogokolwiek, wpadli prosto w sidła wartowników. Połączona siła strzał i ostrzy całkowicie ich rozbiła.

Po całej sprawie, gdy nadszedł czas zmiany wart, żołnierze zdecydowali się uczcić zwycięstwo w pobliskiej karczmie. Brunein jednak uważał, że nie czas jeszcze na świętowanie. Zdarł kilka godzin wcześniej czarny emblemat ze zbroi pokonanego intruza. Przedstawiał on ciemnofioletową koronę, w parze z obosiecznym dwuręcznym toporem. I choć donieśli zwierzchnictwu o incydencie, zostało ono potraktowane jak zwyczajna sytuacja, która co jakiś czas zdarzała się na granicy Algabioru. Mężczyzna jednak miał inną opinię.

Przekonał swego dowódcę, iż wiadomość o wydarzeniu musi trafić bezpośrednio do króla. Następnie, jako że nie było nikogo innego chętnego, otrzymał zadanie dostarczenia informacji i emblematu do stolicy. Bezzwłocznie wyruszył w drogę. Niestety kiedy kilka dni później pokonał już połowę dystansu, został przechwycony przez innych algabiorskich wojskowych, dzierżących nowe królewskie rozkazy. Wszelkie oddziały, prócz niewielkiego minimum potrzebnego na granicach, miały się zebrać na południe od Igel, stolicy Algabioru. Władca podjął bowiem decyzje.

Druidzi, algabiorscy kapłani Bogini Natury, choć zupełnie bezstronni, przez całą wojnę domową krytykowali poczynania i rządy nowego władcy. Po stłumieniu buntu zaś sytuacja się tylko zaostrzyła. Uznając się za nietykalnych w swych świętych gajach, druidzi otwarcie w swym nauczaniu potępiali sposób, w jaki Harnat Ganarel doszedł do władzy oraz większość jego decyzji. Król zdecydował się z tym skończyć. Zebrał większą część wojsk, a następnie nakazał im spalić Kryształowy Gaj, najświętsze miejsce magów natury. Miała to być dla nich nauczka i ostrzeżenie.

Brunein, wychowany w głębokiej wierze w czczoną przez algabiorczyków boginię, całkowicie nie zgadzał się z planem. Wydawał się on zdradą wobec ich boskiej opiekunki, która przecież od wieków dbała o swych podopiecznych. Duża część towarzyszy młodego mężczyzny myślała zresztą podobnie. Niestety rozkaz był rozkazem, nie mieli prawa go kwestionować.

I tak w ciągu kilku dni królewskie oddziały dotarły do sanktuarium, następnie wpadły do środka i rozpoczęły masakrę. Dziesiątki druidów zginęły tego dnia i choć sama natura, włączając w to rośliny i zwierzęta, zwróciła się w ich obronie, armia króla miała miażdżącą przewagę. Kryształowy Gaj został zdobyty, by po kilku godzinach, stanąć w płomieniach.

Brunein z krwawiącym sercem obserwował wszystko z oddali. Nie potrafił bowiem przemóc się do działania, więc jego dowódcy przenieśli go do części zaopatrzeniowej. Patrzył zatem z cienia, jak najstarsze algabiorskie drzewa padają kolejno, aż w końcu jedynie Venestriela, zwana Korzeniem Algabioru, opierała się jeszcze płomieniom. Pożaru niestety, nie dało się już ugasić.

brunein_kryształowy_gaj_przeskalowane

Zapadła noc. Żołnierze wciąż pilnowali, aby dzieło się dokonało, spoglądając co jakiś czas na pochłaniane przez ogień sanktuarium. Wtedy jednak Brunein, stojący samotnie na warcie, padł nagle na ziemię, zaatakowany dziwną obezwładniającą siłą. Nim zdołał zrozumieć co się właściwie dzieje, usłyszał głos. Elficka Bogini Natury, powołując się na ustalone jeszcze przed erą śmiertelników prawa, zaproponowała młodemu wojownikowi służbę. Potrzebowała pomocy. Widziała wydarzenia minionego dnia i choć nie była w stanie ich powstrzymać, nie zamierzała z ich powodu porzucać algabiorczyków. Należało jednak działać szybko. Brunein, przyjąwszy propozycję, został ogłoszony wybrańcem i natychmiast otrzymał swe zadanie. Porzucił wartę i ruszył biegiem w kierunku sanktuarium.

Przebrnął przez zgliszcza, popioły oraz osmolone kości zabitych druidów, a następnie począł wspinać się na wciąż płonącą Venastrielę. Kiedy zaś dotarł do jej szczytu, ryzykując swym życiem, zerwał z niej ostatni owoc drzewa kryształowego. Następnie, gdy cudem bezpiecznie powrócił na ziemię, zakradł się do żołnierskiego obozu, zabrał wszystkie swe niezbędne rzeczy, aż w końcu uciekł w las, porzucając królewską armią. Kilka dni później ogłoszono go dezerterem, lecz piętno to zupełnie go w tamtym momencie nie obchodziło.

Zgodnie ze wskazówkami swej patronki, udał się na północny wschód i po jakimś czasie dotarł do Jeziora Wieczystej Ciszy. Wynajął łódkę i dopłynął do położonej wśród mgieł wyspy, nowej kryjówki druidów. I choć został przywitany bardzo ciepło, ku jego zdumieniu kapłani nie byli pogrążeni w żałobie. Niespecjalnie też jego przybycie ich zaskoczyło. Przyjęli oczywiście nasiono Drzewa Kryształowego z wdzięcznością, lecz mogłoby się wydawać, iż jakby się go spodziewali. Zamiast zaś rozpaczać po utracie świętego gaju, zajmowali się zupełnie inną dyskusją.

Jak się okazało, Brunein od samego początku miał rację. Grupa, którą wraz z towarzyszami rozbili, gdy wtargnęła na ich ziemię, okazała się jedynie początkiem, zapowiedzią czegoś znacznie większego. Podczas gdy królewskie oddziały dewastowały sanktuarium druidów, ze wschodu, nadeszła inwazja.

Mroczne Cesarstwo Warderlonu, choć ani kapłani, ani sam Brunein nie mogli tego wiedzieć, potrzebowało nowych lasów do wycinki, a puszcza zwana przez jej rdzennych mieszkańców Algabiorem, idealnie pasowała do tych potrzeb. Kiedy więc niedobitki oddziału zwiadowczego doniosły o agresywnych tubylcach, Mroczny Cesarz nakazał rozpoczęcie ofensywy na większą skalę. Armia Warderlonu wkroczyła na pogrążony w wewnętrznych konfliktach teren leśnego ludu.

Brunein, zupełnie zaskoczony wieściami, natychmiast chciał przystąpić do działania. Zamierzał udać się bezpośrednio do stolicy, aby ostrzec króla. Druidzi jednak przemówili mu do rozsądku. Czasu było za mało na przeniesienie królewskich oddziałów z dzikich terenów południa, z powrotem na północ. A piętno dezertera wciąż wisiało nad młodym wojownikiem. Idąc do stolicy, sam skazałby się na śmierć. Sytuacja wydawała się beznadziejna.

Druidzi jednak wsłuchani w głos swej bogini, wymyślili inny plan. Kazali Bruneinowi udać się na położone w centrum Algabioru Bagna, aby uwolnić uśpioną w nich moc natury.

Umgry, owoce najbardziej niebezpiecznych i przerażających druidzkich eksperymentów, straszne w swym gniewie, zbyt potężne na czasy pokoju, zostały ukryte wśród mokradeł, aby w najczarniejszej godzinie, pomóc leśnemu ludowi. Według kapłanów miały posłuchać wybrańca ich matki – Bogini Natury. Wojownik bezzwłocznie ruszył w drogę.

Zbudził istoty ze snu, a potem poprowadził je na północ, gdzie rozproszone grupy strażników granicznych próbowały za wszelką cenę opóźnić marsz wytrwałej warderlońskiej armii. Kiedy zaś zobaczył, jak wygląda sytuacja, porozumiał się z dowódcą wartowników i wraz z nimi uczynił to, w czym algabiorscy żołnierze byli najlepsi. Zaatakował z mroku lasu.

W nocy, kiedy warderlończycy rozbili obóz, rozpoczęło się natarcie. Stworzone przez druidów Umgry, wśród mącących zmysły cieni okazały się jeszcze bardziej przerażające. Wspierane przez deszcz strzał algabiorskich łuczników, błyskawicznie przebijały się naprzód, dewastując i mordując kolejne wrogie oddziały. Niestety, stosujący sprawdzone od wieków taktyki Brunein nie wiedział, iż mrok od zawsze był sojusznikiem Warderlonu. I tak zbudzeni przez chaos bitwy, do walki wkroczyli warderlońscy magowie, uwalniając potęgę żywiołów. Ogień i krew. Mrok i śmierć. Czarodzieje z Akadarii dobrze wiedzieli, czego najbardziej obawia się leśny lud.

Stworzone przez druidów Umgry, przystosowane do walki w puszczy, okazały się o wiele mniej skuteczne przeciwko potędze magii. Wiele z nich padło w starciu z furią żywiołów. Szala zwycięstwa przechyliła się na stronę najeźdźców.

Wtedy jednak, z północy, na teren bitwy nagle wpadły nowe oddziały. Samozwańcy. Algabiorscy poszukiwacze przygód, choć zazwyczaj lekceważący politykę, nie mogli zignorować wezwania, które wysłał im znający ich przecież dobrze Brunein. Niezależność leśnego ludu była w końcu dla awanturników ich typu priorytetem.

I tak dzięki współpracy trzech zjednoczonych sił, Algabior osiągnął zwycięstwo w walce z najeźdźcą i oparł się potędze Warderlonu. Przez następne kilka dni, algabiorczycy usiłowali pochować poległych oraz pomóc rannym. Przybyli również druidzi, aby odprawić odpowiednie rytuały i podziękować bogini za zwycięstwo.

Niestety, nie był to koniec zdarzeń. Król Hanrat Ganarel przybył w końcu na pobojowisko, na czele swej armii. Władca nie był głupcem. Wiedział, iż to jego obwinią o wszystkie te wydarzenia. W Bruneinie zaś, który właśnie został ogłoszony bohaterem, prędko zobaczył oczywistego konkurenta. Zadziałał więc szybko.

Zanim jeszcze doszło do konfrontacji między stronnictwami, król nakazał jednemu ze swoich najbardziej zaufanych ludzi, zamordować wojownika, gdy ten będzie sam, pogrążony we śnie. Zabójca przekradł się przez obóz i dotarł do namiotu młodego algabiorczyka. Władcę jednak zawiodła niewiedza. Nie znał się on bowiem specjalnie na bogach i ich sługach. Brunein był wybrańcem, wybraniec zaś nigdy nie jest sam. Zawsze strzeże go jego bóg. I tak Bogini Natury zbudziła wojownika na moment przed tym, jak w jego pierś miał się zanurzyć ostry nóż. Mężczyzna pokonał skrytobójcę, a następnie za pomocą jednego z umgrów, wydobył z niego wszystkie informacje. Wieść o czynach króla rozniosła się błyskawicznie.

Kiedy zatem doszło do bezpośredniej konfrontacji między stronnictwami, Brunein otwarcie oskarżył władcę o zdradę wobec Algabioru. Miał za sobą poparcie druidów, Umgry jako dowód przychylności bogini, oraz tysiące żołnierzy i samozwańców, którzy byli świadkami bitwy. Rządy króla Hanrata Ganarela dobiegły końca.

Z powodu braku prawowitych dziedziców, kilkanaście dni później, w stolicy, Brunein został koronowany na władcę Algabioru, rozpoczynając nową dynastię. Nadano mu przydomek „Silny” oraz nazwisko Denewen, oznaczające „wybraniec” w języku leśnego ludu.

Polityka nowego króla stanowiła zupełną odmianę od jego poprzednika. Nawiązano ponownie kontakty z druidami, odbudowano Kryształowy Gaj, ogłoszono samozwańców oficjalną organizacją… Przede wszystkim jednak Algabior zaznał czegoś, czego brakowało mu od wielu lat. Jedności i stabilności.

Oczywiście Brunein nie zapomniał o niebezpieczeństwie. Granica kraju była od tego momentu doskonale strzeżona. I choć kilkukrotnie wróg ponawiał atak, tym razem musiał walczyć z w pełni zjednoczonym narodem.

Dwadzieścia lat później, gdy Brunein zdążył się już szczęśliwie doczekać dwóch synów i trzech córek, przyprowadzono do niego pewnego młodzieńca. Był on obcy, tak samo, jak wrogowie, z którymi walczyli, lecz wyglądał zupełnie inaczej. Nazywał się Enerias i twierdził, iż Algabior nie musi się już dłużej obawiać inwazji, władza Warderlonu bowiem została złamana przez rosnącą potęgę anarchijczyków. Gdy zaś Bogini Natury potwierdziła słowa owego przybysza, król zdecydował się na wielki krok w historii swego narodu. Uznał, iż przyszedł czas, aby kraj wyszedł z cienia. W ten sposób Algabior przestał się ukrywać i oficjalnie wkroczył na arenę międzynarodową. Kiedy zaś kilka lat później powstało Cesarstwo Anarchijskie, Brunein sprzymierzył się z nowymi sąsiadami, zapewniając swym ludziom pokój na wiele kolejnych dziesięcioleci.

Władca zakończył rządy w wieku siedemdziesięciu dwóch lat. Odszedł z tego świata we śnie, pokonany przez chorobę, lecz utworzona przez niego dynastia, miała jeszcze zasiadać na tronie bardzo długo.

Tak oto kończy się historia Bruneina Silnego. Człowieka, który zjednoczył rozbity algabiorski naród i ocalił go przed widmem warderlońskiej niewoli.

Informacje o postaci:

Imię i przydomek: Brunein Denewen zwany Silnym

Naród: Algabior

Miejsce zamieszkania: Las Algabiorski/Eklawiorski

Zawód: Poszukiwacz przygód, Żołnierz, Król

Typ wojownika: Berserker

Wybrana broń: Młot Dwuręczny

Cytat przewodni: „Życie jest zbyt ciężkie, aby brać je na poważnie

Epitety opisujące: Przywódczy, Humorystyczny, Lojalny

Wersja wpisu: 1.0